11 listopada - Rocznica

Tak, tak minęło już trochę czasu od naszego ślubu. Zmaterializowaliśmy nasz pomysł i sprawiliśmy sobie prezent - poranek z szumem morza :). Śniadanie, spacer .... słoneczko było jak na zamówienie. Co tutaj dużo pisać fajnie było. Dziękuję Iwona - nie tylko za ten wyjazd, ale za całe 30 lat.


20 października - Jesień to nie tylko kolorowe liście


17 października - End of season

Jeszcze jeden dzień, jeszcze jeden tydzień/weekend  .... jeszcze jeden wyjazd może się uda złapać kilka słonecznych chwil .... a jak się nie uda złapać miejsca w przechowalni ?! Koszmar !!! I tak ta ostatnia myśl "skasowała" wszystkie inne plany i nadzieje.

Ostatnie czyszczenie, pastowanie i hop na siodełko - kierunek hala garażowa. Trasa w sumie krótka przez miasto, ale nie pojechałem tak "na wprost", żeby - nazwijmy to na potrzeby tej chwili - zagrzać dobrze silnik. Krótka rozmowa z Właścicielem, uścisk dłoni i żegnam na 5-6 miesięcy swoje W800. Kawasaki dołączyło do zimującej już shadowki.
Podsumowanie? Nie, bo po coś chyba opisywałem regularnie swoje wspomnienia z wyjazdów. Trochę się tego zebrało. Łączny przebieg w sezonie na poziomie 6 tys. km może nie powala, ale jakby przeliczyć na przyjemność z jazdy i wrażenia z pobytu w wielu nowych miejscach, to śmiało mógłbym do tego przebiegu dodać przynajmniej jeszcze jedno "0".


13 października - Rozgard

Sezon już praktycznie na finiszu. Prognoza pogody była optymistyczna, ale ładnie to było od Torunia na południe :(. U nas na północy jeno szaro-buro. Dobrze, że na osłodę Matka Natura nie doprawiła tej melancholijnej mieszanki deszczem i chłodem. I chwała Jej za to bo, dała chyba ostatnią weekendową szansę na motocyklową przejażdżkę. Celowo piszę o przejażdżce, bo trasa taka malusia, że nawet ręce zmarznąć nie zdążyły. Mając na uwadze, że przymierzam się już do odstawienia sprzęta na zimowanie, a nie uśmiecha mi się jakieś generalne wielkie mycie i suszenie, skrzętnie omijałem kałuże i mokre plamy na jezdni. Udało się .... no prawie. Wystarczyła ta jedna, jedyna i mycie stało się nieuniknione.
Pojechałem do Pucka, a właściwie do Rozgardu - kiedyś odrębnej osady, a teraz praktycznie możemy mówić o dzielnicy Pucka. Dawno tutaj nie byłem. Zmieniło się to miejsce nie do poznania. Standardowa zabudowa "apartamentowców" taka jak wszędzie. Jedyne co wyróżnia to osiedle to położenie. Praktycznie na samym skraju klifu Kępy Puckiej z romantycznym widokiem na Zatokę i Mierzeję Helską. Zdjęć osiedla nie robiłem, bo jak napisałem wcześniej, jest to swego rodzaju standard, ale jesienne widoki były warte moim zdaniem uwiecznienia. Po dawnych klimatach, kiedy łaziłem nocami na trasie Puck - Rzucewo - Puck, zostały tylko prawie całkowicie zarośnięte już prawie całkowicie fundamenty i fragemnty murów dawnych ceglanych zabudowań.


24 września - Road to "Hel"

Odkąd jeżdżę na motocyklu, co roku wpadam do Balbiny (do fokarium) w Helu. Ot, taka moja świecka tradycja. Lubię drogę 216 szczególnie na odcinkach z widokiem na Zatokę. Oczywiście unikam ze wszelką cenę sezonu, bo cała frajda z jazdy pryska w oka mgnieniu. Skupianie się na przeciskaniu pomiędzy puszkami i pot lejący się po plecach nie wpasowują się w klimat tej trasy. Niespiesznie, zgodnie z przepisami smakując każdy kilometr i zapach morza oraz sosnowego lasu. Trafiłem dzisiaj na ładną pogodę. Może trochę chłodno, ale co tam. Takimi szczegółami nie warto się przejmować, kiedy wokół tak pięknie i kawa czeka w którejś z otwartych jeszcze knajpek.


23 września - 6 miesięcy

Dokładnie 6 miesięcy temu przyprowadziłem Shadow'kę z zimowania. Nawet nie wiem kiedy minął ten czas i kiedy stuknęło  3 tys. kilometrów. Umyta, wysuszona, napastowana i wypolerowana stoi przed wjazdem do warsztatu, gdzie będzie czekać na kolejny sezon.


22 września - niedzielne kółko

Jesień już tuż, tuż. Poranne chłody, mgły i opady deszczu dały się w ubiegłym tygodniu we znaki. Radość zatem sprawiła weekendowa prognoza pogody. Sobotę sobie odpuściłem na rzecz wyzwań związanych z nadrabianiem zaległości dnia codziennego. Specjalnie nie narzekałem, bo dzień był taki jakiś ponuro-szary, ale za to niedziela ..... Hop na siodełko i w drogę.No może nie z samego rana jak to mam w zwyczaju, ale tuż przed 09:00. Za wymówkę i usprawiedliwienie postanowiłem przyjąć wspomniany już wcześniej chłód poranka :).
Może nawet i dobrze, że nieco opóźniłem wyjazd bo na leśnych fragmentach drogi wilgoć na asfalcie nie zdążyła odparować całkowicie i nawet stosunkowo łagodna redukcja biegu powodowała poślizg tylnego koła. Niby można się przyzwyczaić do "uciekającego tyłka", ale pierwszych parę razy dobrze mnie zgrzało .... No cóż, taki stresik ponoć poprawia krążenie i jest stałym elementem przyjemności zwanej jazdą na motocyklu.


15 września - 12,5

Wspomniane w zeszłym tygodniu sandały już w kartoniku. Czekają na nowy sezon. Niedzielną poranną sezonową tradycją rzut oka "w niebo" - chmury jak chmury. Każdy widział, ale te akurat oprócz mało radosnej burości deszczu raczej nie zwiastują. Odpalam sprzęta i słyszę jak na wysokie obroty wchodzi. Powiem - bardzo wysokie, jak na poranny start. Dopiero teraz dotarło do mnie, że jakoś tak zimno się zrobiło. Rzut oka na termometr i szok - o 07:30 jest zaledwie 12,5 stopnia. A więc sezon jesienny można uznać za otwarty :( ! W tył zwrot i po cieplejsze rękawice marsz. Podpinkę w kurtce już miałem, ale na dozbrojenie spodni się nie zdecydowałem. Hop, na siodełko i kierunek częściowo zamknięta droga 218 Wejherowo - Krokowa.
Trwa remont mostu przy wyjeździe z Wejherowa, więc oprócz małego ruchu jak to w niedzielne poranki bywa, dodatkowym czynnikiem sprawiającym, że droga jest jakby "szersza" jest właśnie to tymczasowe ograniczenie ruchu. Nie zawiodłem się - piękne winkle zaliczyłem. Można się było w nie składać i składać .... sama przyjemność. Może nie są to jakieś super zakręty, ale w tych okolicznościach, wijąca się przez las droga ma swój urok ..... żeby nie było tak pięknie .... w okolicach skrzyżowania w kierunku na Tyłowo, jakoś zabłąkany lokals w VW "odwinął" standardowy numer, czyli ściął zakręt sprawdzając czy na przeciwległym pasie też się tak fajnie jedzie jak na jego części drogi. Ot taki to obyczaj.
Krótki postój nad j. Żarnowieckim potwierdził jedynie, że jesień już idzie. Przygnębiające wrażenie, potęgowane przez brak słońca i porwisty wiatr. Łapki zgrabiały, więc z nieukrywaną przyjemnością pogrzałem je chwilę nad rozgrzanym silnikiem. W drogę, bo pomimo, że dzisiaj jest niedziela to jeszcze trochę zajęć przede mną. Mam nadzieję, że jeszcze będzie chwila pogody, która pozwoli na jazdę w dżinsach i lżejszych rękawicach.


07 września - Pożegnanie z sandałami

Czyżby faktycznie ostatnia niedziela była momentem przełomowym tegorocznego lata? Na termometrze 34 stopnie, a dzisiaj "w porywach" łapiemy się na 20, przy prognozach na najbliższe dni nie napawających optymizmem. Padający deszcz jest co prawda wybawieniem, ale jakoś tak żal tego rozstania z upałem i słońcem oraz ....... nieodłącznym elementem wakacyjnego stroju czyli sandałami. Nie jestem sentymentalny w stosunku do rzeczy użytkowych, ale przez pryzmat wspólnie przeżytych gorących chwil, "przelanego potu" i udzielanego mi komfortu choć krótkie wspomnie się należy, bo dzielnie służyły.
Łapiąc przedpołudniowe chwile z "dziurami w niebie" jadę niespiesznie bocznymi drogami. Tutaj od zaoranych pól dochodzi ten niepowtarzalny zapach zbliżającej się jesieni. Zapewne panująca susza przyspiesza żółknięcie i opadanie liści z drzew. I może trzymałbym się kurczowo tej myśli złotej, ale czerwień jarzębiny nie pozostawia złudzeń.
Przejazdem byłem w Łebie i nawet nie zrobiłem jednego zdjęcia. Po prostu z wrażenia. Posezonowy widok tej miejscowości jest przygnębiający jak sama myśli o listopadowym wieczorze. Wygląda ta miejscowość jak plan zdjęciowy do niskobudżetowego, postapokaliptycznego filmu. Ludzie zadeptali i ..... uciekli.
Nic to, czekam na następny weekend. Ma być lepiej. I tego się trzymam.


02 sierpnia - Ostatnie ciepłe wieczory tego lata?


25 sierpnia - Droga Kaszubska

Przeglądając w internecie opisy ciekawych okolicznych miejsc wartych zobaczenia, wpadł mi w oko opis "Drogi Kaszubskiej". W połowie lat 60-tych ubiegłego wieku (brzmi prawie jak opis piramid, prawda ? ... ubiegłego wieku :) ) powstała droga przebiegająca przez najpiękniejsze zakątki Kaszub. Wije się ona wzdłuż brzegów jezior na trasie od Wieżycy, przez Zawory i Chmielno, aż do Garcza.
Miałem na uwadze, że mamy jeszcze pełnię sezonu turystycznego, więc na siodełku byłem już o 06:30 i w trasę. Pomimo wczesnej pory Obwodowa Trójmiasta już gęstniała od ruchu powracających na południe kraju turystów. Z przyjemnością zatem odbiłem na Żukowo, a później na Kościerzynę na drogę nr 20. Mogłem oddać się swobodnie przyjemności jazdy w ten niedzielny poranek. Zaraz za miejscowością Rybaki skręciłem w prawo i wjechałem na "Drogę Kaszubską". Piękna, niemal górska  "agrafka" i już jestem nad jeziorem Ostrzyckim. Jadę powoli smakując każdy kilometr. Ograniczam prędkość do bezpiecznego minimum, aby mieć czas na podziwianie widoków. Z części kominów mijanych domów unosi się delikatny dym, a zapach spalanego drewna idealnie komponuje z lekko zamglonym krajobrazem i zapachem wilgotnych łąk. Jest pięknie ! 22 km radości !

24 sierpnia - Zanurzyć się we wspomnieniach

Zanurzyć się we wspomnieniach. Tak dosłownie i w przenośni. Byłem nad jeziorem, nad którym spędzałem niezapomniane, beztroskie chwile. Wszystko prawie było jak kiedyś, nie licząc oczywiście tych 40 lat, zarośniętych ścieżek i znacząco większych drzew. To w kwestii wspomnianej wyżej przenośni. Wracając do drugiego, mniej duchowego wątku, z nieukrywaną przyjemnością zanurzyłem się w znajomych wodach jeziora. W tym przypadku nic "nie urosło" ani nie zmieniło się.
Dla oglądających poniższe zdjęcia: dla Was będzie to zbiór kolorowych, praktycznie nic nie znaczących widoczków, dla mnie ciepłe wspomnienie.


18 sierpnia - Babie Doły

Przez przypadek wczoraj wieczorem dowiedziałem się, że przygotowano dojazd do plaży w Babich Dołach.Tak jak sięgam pamięcią, dojazd do tego skrawka plaży był ograniczony przez teren wojskowy, a jedyną możliwością dojścia, była swego rodzaju wycieczka alpinistyczna po mało wygodnych schodach na skarpie stromego klifu. Niby przeszkoda nie była duża, ale z małymi dziećmi to całkiem spora wyprawa była.
Tak więc cel porannego wyjazdu niejako sam się określił. Hop na siodełko i już po 07:00 jestem na miejscu. Muszę powiedzieć, że naprawdę z głową przygotowano to miejsce dla mieszkańców i turystów. Parkingi samochodowe i rowerowe, pętla autobusowa, stacja WOPR, toy-ki, bezpośrednie dojście ..... wojsko "ustąpiło" nieco miejsca i mamy fajny rekreacyjny zakątek w tej części Gdyni. Oczywiście można się czepnąć samego zagospodarowania plaży głównie w kontekście zachowania czystości - kosze są, ale raczej za mocno już wypełnione i zawartość samoistnie rozłazi się na boki. No cóż, może to po prostu wina długiego weekendu ..... Wierzę, że kolejne inwestycje będę co roku podnosiły standard. Ktoś powie, że kiedyś utrudniony dostęp odstraszał część chętnych i teraz tłumy "zaleją" ten skrawek plaży nad Zatoką. Nie oszukujmy się, ruch zapewne znacząco i tak by wzrastał, ale moim zdaniem lepiej działać w sposób planowy i z wyprzedzeniem przygotować infrastrukturę, niż pozwalać na dziką dewastację.
Podsumowując - świetne miejsce na poranny/wieczorny spacer lub leniwe plażowanie, a całości dopełnia historyczne tło z "Torpedownią" w roli głównej.


17 sierpnia - plaża

Już widać i czuć, że to koniec lata. Poranna mgiełka, wieczorny chłodek szybciej kończących się dni. Mieszkam nad morzem w okolicach, gdzie tłumy w czasie wakacji przyjeżdżają, ale jakoś na plażę nigdy w tym sezonie mi "nie pasowało". Mam swoje ulubione miejsca, gdzie można podziwiać płynące po niebie obłoki z dala od zgiełku i gwaru.

Tak, tak - to praktycznie środek sezonu i długi weekend. Piękne miejsce, prawda? Całe szczęście, że są jeszcze takie!


13 sierpnia - Rewa

Budzik zadzwonił. Rzut oka przez okno - nie pada i jest nadzieja, że zaraz nie zacznie. Decyzja podjęta - na siodełko i w drogę. Nie daleko, bo zaledwie 20 km, ale za to w jakże pięknych okolicznościach poranka. Szczyt sezonu, długi weekend praktycznie się rozpoczął, ale o tej porze w letniskowej Rewie jeszcze cisza i spokój. Jacyś dostawcy, okazjonalni biegacze i miejscowi spieszący przygotować swoje geszefty na pierwszych klientów. Kilkanaście minut spaceru wystarczyło, aby wczuć się w klimat chwili tego rozpoczynającego się letniego dnia.


11 sierpnia - Palczewo

Kontynuując realizację swojego celu na ten sezon, dotarłem do miejscowości Palczewo. Miałem nadzieję, że wiatrak będzie łatwiej dostępny i będzie można podejść bliżej, ale jest on usytuowany w pewnej odległości od drogi i wymaga przejścia przez prywatną posesję lub "przebijania się" przez zaorane pola. Zarówno jedno jak i drugie zapewne nie spotkałoby się z aprobatą właścicieli. Pora bowiem była - jak na niedzielę - nieprzyzwoicie wczesna, więc nawet nie próbowałem uzyskać zgody na wejście. Ale co moje to moje - cel osiągnąłem, a cisza poranka i zapach mokrych traw i ziemi dopełniała uroku chwili.

Cel, celem, ale dotrzeć do niego w jakiś sposób trzeba. Główną część trasy pokonałem korzystając z dróg ekspresowych, ale będąc już w pobliżu nie omieszkałem pokrążyć po bocznych - nie zawsze asfaltowych - szlakach. Ranek był deszczowy i trasy były mokre, więc sprzęt jest do mycia i polerowania. No takie to już uroki "armatury" cruiser'a ... Taka mała ciekawostka na pierwszym po lewej zdjęciu poniżej - tak wygląda "stara" 7-ka. Pusta po horyzont.


2-3 sierpnia - Trochę dalej od domu

Tym razem wspomnienia z kraju za naszą zachodnią granicą. Niestety nie był to wyjazd motocyklowy, ale pomimo to nie zapomniałem o temacie wiatraków. Kręcąc się na rowerze po okolicy udało mi się zlokalizować dwa takie obiekty. No cóż jakże diametralnie różni się ich stan techniczny od tego w jakim są "nasze" wiatraki. Treść tablic informacyjnych potwierdza, że są zabytki sprawne technicznie. Ten na zdjęciach poniżej - Reitbrooker Muhle - jest wykorzystywany w ekologicznym gospodarstwie rolnym. Można kupić mąkę i paszę dla zwierząt mieloną właśnie w tym wiatraku. Nie widać tego na prezentowanych zdjęciach, ale jest on zlokalizowany nad brzegiem urokliwego kanału kończącego się w porcie w Hamburgu. Tak na marginesie - mieliśmy z Iwoną niezapomnianą okazję płynąć tym kanałem dzięki zaproszeniu przez Olę i Viktora na wycieczkę statkiem na trasie Bergedorf - port w Hamburgu.

Drugi wiatrak ma charakter raczej muzealny i znajduje się w centrum dzielnicy Bergedorf w Hamburgu - Bergedorfer Muhle. Okazało się, że w okolicy - tej bliższej i dalszej - jest około 20 takich zabytków. Żeby je wszystkie zobaczyć, to rowerowe wycieczki musiałbym organizować w ramach odrębnego wyjazdu.

Poniżej kilka wspomnień "kulturalno-industrialno-krajoznawczych" z Hamburga:

  • budynek opery "wsparty" na dawnym spichlerzu robi wrażenie nie tylko z zewnątrz. Rewelacyjne wykorzystanie i połączenie jakże diametralnie odmiennych funkcji.
  • odrestaurowany stary tunel pod Łabą (Elbą) łączący śródmieście ze stocznią i portem. Biorąc pod uwagę, że tunel został oddany do użytku w 1911 roku, a jego budowa trwała zaledwie 4 lata to komentarz wydaje się zbędny.
  • dawna wieża ciśnień przebudowana na planetarium. Nie jest to jedynie świątynia nauki. Nowoczesne projektory stanowią także bazę np. dla widowisk multimedialnych. Oglądałem koncert Queen'ów - projekcja na wewnętrznej powierzchni kopuły robi wrażenie.
  • urokliwe widoczki jakie można zobaczyć zaledwie kilka kilometrów od centrum.

28 lipca - Szlakiem znajomych jezior

W sumie plany na niedzielny poranek i przedpołudnie były całkiem inne. Miałem spotkać się z Kolegą na porannej kawie jadąc do kolejnego wiatraka. Pobudka o 06:00 i konsternacja - pada, a wręcz leje. Całe niebo zasnute po horyzont. Odczekałem z nadzieją, że się pogoda "przetrze". Niestety, bez szans na dochowanie umówionej godziny wizyty, musiałem ją z przykrością odwołać.
Około 10:00 zaczęła budzić się we mnie nadzieja, ze jednak uda się dzisiaj trochę pojeździć. Może nie całkiem tam gdzie chciałem, ale nie ma co marudzić - jest okazja, trzeba korzystać. Pomimo, że słoneczko całkiem przyjemnie się starało, to jednak miałem w głowie komunikat meteo, że po południu na 100% solidnie popada. Nie oddalałem się zanadto od domu i zerkałem czujnie na chmurzyska, które jak na złość niczego groźnego nie przepowiadały.

Ruch na głównych drogach  ogromny, wiec tzw. opłotkami pojechałam w okolice Dąbrówki, Salina i Choczewa - takie 130 km po asfaltowych (i nie tylko) drogach. Cały czas wybierałem zacienione drzewami odcinki, bo żar narastał dosłownie z godziny na godzinę. Żałowałem tylko, że nie miałem ze sobą ręcznika bo była fantastyczna okazja, żeby sobie popływać - okazuje się, że są jednak miejsca gdzie praktycznie człowieka nie spotkasz.
Mimo wszystko trochę jednak szczęścia miałem - dosłownie na godzinę przed ulewą zdążyłem wrócić do domu. Sprzęt i tak jest jednak do mycia, bo po porannym deszczu na bocznych i leśnych drogach błotka trochę zaliczyłem.


26 lipca - 10 000 km

Raczej nie będę oryginalny, że jako właściciel pojazdu mechanicznego w pewien ciepły sposób odnoszę się do jego (pojazdu oczywiście) "okrągłych przebiegów". No, powiedzmy - taki mały powód do chwili zastanowienia ile to już razem, wspólnie nakręconych kilometrów. I tak "Wiesi" stuknęło 10 tys. km. Pewnie, że nie w jeden sezon, ale żadnych dalszych wypadów nie robię, starając się zamykać moje wycieczki w ciągu kilku godzin, jednego dnia. Rozpisywać się o wyrobach firmy Kawasaki nie będę, bo byłbym nudny. Kupując wiedziałem, czego się spodziewać i tak też jest w rzeczywistości. Po prostu jeździsz i masz frajdę.
Zatrzymaliśmy się na chwilę (ja i "Wiesia") wieczorową porą, gdzieś na poboczu i słuchaliśmy jak grają świerszcze i gorące elementy wydechu, a Pan Wiatr przyniósł z pól zapach lata. Czujecie ten klimat chwili ?


21 lipca - Zdrzewno

W sumie jazda bez celu też stanowi swego rodzaju cel - radość z kolejnych zaliczanych winkli. No ale ileż można.... Wiatraki, wiatraki ... W zeszłym roku z ciekawości zaliczyłem ruiny w Pużycach. W zeszłym tygodniu zjechałem z drogi, aby obejrzeć podobny obiekt w Ankamatach. Zajrzałem do internetu, trochę poczytałem i odwiedziłem stronę http://wiatraki.org.pl i okazało się, że województwie pomorskim jest 13 wiatraków. Ich stan techniczny jest w wielu przypadkach agonalny - są po prostu ruinami.

Skoro widziałem osobiście już dwa wiatraki, to dlaczego nie zobaczyć następnego i przy okazji mieć cel wyjazdu. Rano padało, ale prognoza wskazywała, że po południu powinno się rozpogodzić. Tak też się stało i ruszyłem w drogę do wsi Zdrzewno koło Wicka. Trasa głównie wiodła drogą 213. Ostatnie kilkaset metrów to już dla mojej Shadowki nieomal odcinek specjalny rajdu Paryż-Dakar - jak ona nie lubi jeździć po drogach na których nie ma asfaltu ... A tutaj jeszcze przysłowiowe "kocie łby" i miejscami błotko "po ośki".

Wiatrak  jest bardzo fajnie usytuowany i aż się prosi aby uratować go i przerobić np. na jakiś mały hotel i restaurację. Niestety zdaję sobie sprawę, że potrzeba na to ogromnych pieniędzy, ale pomarzyć można .... Dzielny "Azor" pilnował obejścia i nawet machał ogonem, ale jakoś nie dałem się przekonać, żeby podejść bliżej, bo z oczu patrzyło mu tak jak mojej Dadze gdy ogryza kość z kawałkami mięsa. Lepiej nie podchodzić. Parę fotek i wracam. Teraz moim celem stał się powrót do domku i czerpanie przyjemności z jazdy.

Nie zmokłem, ale sprzęt do mycia i polerowania - uwalony po lusterka. Teraz tylko czeka mnie wycieczka do Wydziału Komunikacji po .... wtórnik tablicy rejestracyjnej. Utrzęsła się cholera jedna gdzieś na wertepach drogi 213. Śruby i nity wytrzymały, ale plastikowe wsporniki i "uszka" nie zdzierżyły .... Tak więc przynajmniej 2 tygodnie Shadowka będzie stała pod wiatą ....


14 lipca - Dostać "z ptaka" :)

Dwa tygodnie przerwy w motocyklowych wypadach i to tylko z powodu pogody. Padało, wiało i zimno było. Pewnie cześć Polski dotknięta suszą nie uwierzy, ale na północy po fali szalonych upałów, przyszła iście październikowa pogoda. Brrrrr ! Były wstępne plany na poprzedni weekend, ale nie dało ich się zrealizować z powodu jak wyżej.
Jest pogoda, jest cel, jest chęć - trzeba realizować marzenia. Przed 7 jest już w trasie. Jadę do znajomych, którzy wypoczywają na Bukowcu, na poranną kawę. Jakieś 150 km śmigając S7-ką. Może sama trasa nudna, ale chodziło mi żeby jak najszybciej dotrzeć na miejsce, aby później mieć jeszcze trochę czasu na swobodne kręcenie kilometrów po bocznych drogach jadąc już w kierunku domu.
Zapewne większość z Was widziała film z Travoltą "Gang Dzikich Wieprzy" - jedna ze scen pokazuje zderzenie motocyklisty z ptakiem. Taki gag sytuacyjny. Nigdy nie przypuszczałem, że w realu spotka mnie podobna przygoda. Na wysokości Straszyna, jadąc ponad 100 km/h (zgodnie z przepisami było :) ! ) wpadłem wprost w stadko krążących jaskółek no i ... dostałem "z ptaka". Tak, tak, wprost w zamkniętą (całe szczęście) szybę mojego wizjera przyrżnęła biedna ptaszyna ... szok, bo zaskok był kompletny. Mnie oprócz ułamka sekundy strachu nic się nie stało, ale obawiam się, że ptaszyna raczej nie otrząsnęła się z tego spotkania i podejrzewam, że mam ją po prostu na sumieniu :(. 
Znajomi dobrą poranną kawą poczęstowali, zamieniliśmy kilka zdań i czas się było żegnać. Dziękuję z mile spędzony czas. Posiedziałbym dłużej ale ja jutro do pracy, a chciałem jeszcze zrealizować jeszcze jeden cel wycieczki. Ale oczywiście nie tak "po prostej" - tak miło jest przecież poskładać się w zakręty. Niespiesznie, nikt mnie przecież nie goni. Pogoda wspaniała, widoki niezapomniane. Chce się żyć. Chce się więcej.
W zeszłym roku oglądałem ruiny wiatraka typu "holender" w Pużycach koło Lęborka (wpis - 02 września 2018) i wyczytałem, że podobna konstrukcja (ale w dużo lepszym stanie) jest w pobliżu miejscowości Ankamaty. Czytałem to i zobaczyć na własne oczy chciałem. No i zobaczyłem. Przedzierałem się po wertepach przez jakąś kopalnię żwiru, a jak później się okazało można było dojechać fajną asfaltową drogą nieomal  pod sam obiekt. Krótka wspinaczka na wzniesienie przez krzaki i wysoką to pasa trawę i jestem na miejscu. Widok ze wzgórza iście sielsko-idylliczny - prawie jak na tapetę do Windows'a. Fajne, klimatyczne miejsce.


30 czerwca - 05:45

Jak ominąć zapowiadany na dzisiaj wszechobecny upał? Nic prostszego - trzeba odpowiednio wcześnie wstać. Zapewne nikt kto nie musi nie wstaje w niedzielę o tak nieprzyzwoicie wczesnej godzinie, ale ja chciałem chciałem upiec przysłowiowe dwie pieczenie na jednym ogniu. Po pierwsze nie jeździć w upale, a po drugie mieć drogę tylko dla siebie.
Pobudka o 05:00, a o godzinie wskazanej w tytule  już na siodełku. Nie zawiodłem się - było tak jak sobie wymarzyłem, a nawet lepiej bo gdy wracałem z trasy około dziewiątej, ruch na drogach dopiero się budził. Zdjęcia ni oddadzą tego zapachu i ciszy jaka towarzyszyła mi w chwili gdy stawałem na poboczu, żeby choć o parę minut zatrzymać to, co już teraz jest tylko radosnym wspomnieniem.


23 czerwca - Nowa Pasłęka, Ujście

Plany były szerokie, ale jak to w życiu standardem jest, trzeba było dopasować je do rzeczywistości. Miało nas jechać trzech, ale koniec końców, tylko jeden pozostał na placu boju.Chciałem dokończyć "temat" Zalewu Wiślanego i zobaczyć miejscowość leżącą prawie naprzeciwko Piasków, czyli Nową Pasłękę.
Start o 07:00 i już po godzinie jestem w Elblągu - tankowanie, kawa i kierunek droga 503. Jeszcze teraz czuję ten zapach wilgotnych łąk jakie mija się jadąc 7-ką.....

Niedzielny, słoneczny poranek to świetny czas na jazdę motocyklem - puste drogi. Dawno nie byłem w tych okolicach i widać - miło jest popatrzeć jak wszystko powoli się porządkuje. Nie ma co jednak oczekiwać cudów. Praktycznie zero zaplecza przemysłowego nie sprzyja szybkiemu rozwojowi nawet wspartego przez Unię. W sumie krótki sezon turystyczny nie zapewnia stałego  dochodu. Z drugiej zaś strony infrastruktura drogowa się remontuje, co prędzej czy później przyniesie oczekiwany efekt. Na razie jednak lokalsi za nic sobie mają sygnalizację na mijankach i sam doświadczyłem tylko na krótkim odcinku kliku nieoczekiwanych manewrów na jedynym pasie drogi.
Nie ma co narzekać - pogoda wspaniała, mijane krajobrazy niezapomniane, a na kole nakręcone ponad 300 km.


15 czerwca - Kaszubskie winkle

Prognoza pogody straszyła popołudniowymi burzami. Mając to na uwadze ubrałem się w kombinezon, wysokie buty, a na głowę założyłem integrala. Ten "zestaw bojowy" przynajmniej w jakimś stopniu zabezpiecza przed deszczem, a w razie czego (odpukać w niemalowane) także przed potencjalnym spotkaniem z asfaltem w razie uślizgu, co przy mokrej nawierzchni zdarzyć się może.
No i przeliczyłem się. Deszcz owszem zaczął padać, ale późnym wieczorem, a ja byłem mokry, ale od ..... potu. Moje wdzianko pomimo otwartej na maksa wentylacji, skutecznie wspomagało przenoszenie wody zawartej w moim organizmie wprost do butów i do wyściółki kasku. Dojrzewam do tego aby zainwestować w 3-warstwowe ciuszki z możliwością pełnego wypięcia zarówno podpinki ocieplającej jak i warstwy przeciwdeszczowej.  Obecnie mogę wypiąć tylko ocieplacz (co oczywiście zrobiłem), więc jazda w upał oznacza jazdę w woreczku foliowym .... No cóż, jak kupowałem ten mój pierwszy zestaw, a było to  5 lat temu, nie pochylałem się nad takimi szczegółami. Moja wina :(.
Koniec narzekania! Pogoda rewelacyjna, sucha nawierzchnia, ruch stosunkowo niewielki, banan na twarzy zainstalowany na stałe. To nic, że na trasie co jakiś czas "mijanki" i trzeba czekać na przejazd. Patrząc na to co już udało się zrobić pozytywnego na drogach, to w ciągu najbliższych 2 lat kręcenie winkli na Kaszubach będzie prawdziwą przyjemnością nie tylko ze względu na wspaniałe okoliczności przyrody.

A tak przy okazji - spotkania na trasie to jeden z nieodzownych elementów stanowiących o udanej wycieczce!


09 czerwca - Piaski (prawie na końcu Polski)

Tym razem wspólny wypad na jeden z "końców Polski", czyli do miejscowości Piaski na Mierzei Wiślanej. Muszę jednak wspomnieć o naszym punkcie zbornym w Nowym Dworze Gdańskim w znanej sieciówce restauracyjnej "M". Nie ukrywam, ale ze zdziwieniem stwierdzam, że w niedzielne poranki stanowi ona swego rodzaju mekkę śniadaniową (sądząc po rejestracjach) okolicznych mieszkańców. Starsi, młodsi i czy całkiem mali (nie wykluczając piesków) już o 08:30 masowo nawiedzają to miejsce, świętując nowy dzień przy tzw. śniadaniu. Ale to tylko taka dygresja - przed nami przecież kawałek ciekawej trasy.

Kręta, wąska o słabej jakości nawierzchni droga, wije się pomiędzy Bałtykiem, a Zalewem. Dobrze, że znaczna jej część przebiegała w zalesionym terenie, co w ten upalny dzień stanowiło niezaprzeczalną wartość dodaną. Jest jeszcze przed sezonem, ale ruch wzrastał z każdą godziną.
Skowronki - miejsce potencjalnego przekopu Mierzei, swoim wyglądem przypomina obszar po wybuchu "Car bomby" lub przejściu huraganu. Przygnębiające wrażenie. Trzeba mieć nadzieję, że jak się opamiętamy i damy sobie spokój z tą inwestycją, to ponownie obsadzimy drzewami to pobojowisko. Albo po prostu, przyroda sama zabliźni tę ranę.
"Wielbłądzi garb" - najwyższe wzniesienie na Mierzei Wiślanej (49,5 m n.p.m.) i jednocześnie najwyższa stała wydma w Europie. Ze szczytu widać Morze Bałtyckie i Zalew Wiślany. Potwierdzam widać ! Trochę tablic przyrodniczo-informacyjnych, ławeczki, zatoczka parkingowa ... jest ok. Warto się zatrzymać i poświęcić 15-20 minut.
Piaski - dojechaliśmy do końca drogi i niestety ... odpuściliśmy. Żar już lał się z nieba, my w ciuszkach motocyklowych, a do przejścia około 3 km do granicznego płotu.... rozumiecie. Nie dźwignęliśmy tego wyzwania.  Wrócę tutaj jesienią trochę bardziej przygotowany do maszerowania przez las i wydmy. A może jest jakaś ścieżka, że będzie można podjechać bliżej ....
A w drodze powrotnej śniadaniowa jajecznica w Krynicy Morskiej - niby nic, ale na trasie takie posiłki smakują inaczej.


05 czerwca - Jadąc bez celu

Czasami po prostu wsiadasz na siodełko, odpalasz silnik i jedziesz. Dokąd? Nieważne. Przed siebie. Bo tego właśnie został stworzony motocykl. Poniżej luźne zdjęcia z trasy - wspomnienie zapamiętanej chwili .... (najedź myszką na miniaturę).


02 czerwca - Razem w trasie

Rozmawialiśmy, robiliśmy uprawnienia, kupowaliśmy sprzęt. Potem ponownie rozmawialiśmy, aż w końcu udało się. Dzisiaj pierwsza wspólna trasa zaliczona. Krótki instruktaż doświadczonego Kolegi i jedziemy zgraną grupą. Dosłownie jak trzech muszkieterów pognaliśmy 6-stką do Słupska, a tam "jeno myk" i już jechaliśmy drogą 213 w kierunku na Puck. 

Co prawda, przekrój typów maszyn był bardzo szeroki i niekoniecznie miały one turystyczny rodowód, ale udało się nam poskromić te techniczno-użytkowe niuanse i nie rozrywaliśmy "szyku drogowego". Teraz przed sezonem ruch był stosunkowo niewielki, więc można było podziwiać mijane nadmorskie okolice i czujnie wyglądać dziur na drodze, ćwicząc nieustannie slalom szybki. Nigdzie specjalnie nie zatrzymywaliśmy się, ale jak już żołądki zaczęły dawać nam znać o sobie, przystanęliśmy na późne śniadanie w Pałacu Poraj. Polecamy ! Są specjalne rabaty dla motocyklistów, ale nie to jest najważniejsze, bo naprawdę jest smacznie, a miła obsługa i klimat tego miejsca dopełniają całości. W sumie nakręciliśmy 222 km (przynajmniej ja) i mamy pomysły na nową wspólną trasę.


12 maja - Rewa, niedziela, 07:45

Prognoza pogody nie pozostawiała złudzeń. W ciągu dnia będzie padać, a jazda w deszczu i chłodzie do moich największych przyjemności nie należy. Stosując zasadę, żeby w weekend nie przysypiać za długo, jeszcze przed śniadaniem krótki wypad nad morze. Cisza, spokój .....


11 maja - Kurhany w Lewinie

Jeździłem trasą na Strzepcz wielokrotnie i chyba za każdym gdy mijałem tablicę informacyjną myślałem o tym aby zobaczyć to cmentarzysko z bliska. Dzisiaj specjalnie pojechałem w to miejsce. Zjechałem z głównej drogi i prawie za pierwszym razem trafiłem :).

 Oznakowanie dojazdu do pewnego miejsca jest jasne i czytelne, ale tuż za Lewinem jest rozwidlenie, oczywiście już nieoznakowane i zgodnie z podstawową regułą szczęśliwego trafu, pojechałem - jak się później okazało - w niewłaściwym kierunku. Odpytywani okoliczni mieszkańcy nie potrafili wskazać drogi, ba sądząc po wyrazie twarzy nawet chyba nie znali słowa "kurhan" ... No cóż, w środku lasu  zapytałem Wujka Google i on usłużnie wskazał mi trasę. Ale jako, że Wujek jest nietutejszy poprowadził mnie wprost do celu tyle tylko, że nadłożyłem około 10 km. Leśne dukty którymi mnie prowadził były utwardzone, a widoki cieszyły oko, więc nie narzekałem specjalnie. Zrobiłem spore kółko i bez problemu trafiłem na miejsce - dokładnie 1 km od tego nieoznakowanego rozwidlenia.
 Leśny parking, zadaszenie, ławeczki. Sympatyczne okoliczności wspierające zmotoryzowanego turystę w tym historycznym miejscu.  Jest to pogańskie cmentarzysko z okresu wczesnego średniowiecza - X - XI wiek. Składa się z szesnastu kurhanów. Wyznaczona ścieżka zwiedzania, ciekawe opisy i zdjęcia poglądowe. W sam raz na 20-30 minutowy spacer.


05 maja - wokół Wyspy Sobieszewskiej

Zimno. Powiem nawet bardzo zimno. Dobrze, że chociaż słoneczko robi dobre wrażenie. Poranne hop na siodełko i jadę przed siebie. Dzisiaj tak wyszło, że rundkę wokół Wyspy Sobieszewskiej zrobiłem. Dobrze, że obrałem kierunek wjazdu od strony Mikoszewa, bo dzięki temu zabrałem się na prom bez czekania w kolejce na kolejny kurs. Jazda w przeciwnym kierunku, to gwarantowane 2 wahadła.


01 maja - Złota Góra

Pierwsza rundka po Kaszubach w roku 2019 zaliczona. Punkt widokowy Złota Góra z nieco innej perspektywy, czyli "od dołu" - od strony j. Ostrzyckiego.


20 kwietnia - Świąteczny akcent

Tradycji stało się zadość. Święconka w koszyku. Pogoda zachęcała do spaceru. Krótki wypad stał się przyczynkiem do stworzenia "artystycznej instalacji plenerowej" :).


07 kwietnia - Niedziela bez handlu

Tak wygląda wiosenna niedziela bez handlu za miastem. To nic, że łapki na kierownicy marzły, wentylację w kasku zamknąć trzeba było całkowicie, ale widok budzącej się przyrody niezapomniany. I ten "luz" na drogach .... bezcenny.


30 marca - Port Kuźnica

Moja inauguracja sezonu miała miejsce tydzień temu. Ot, tak parę kilometrów z przechowalni + "kółeczko" żeby choć trochę się nacieszyć i rozgrzać silnik.Tak naprawdę jednak dopiero w ten  weekend mogłem pojechać dalej. Sobota rozpieszczała słoneczkiem i komfortową temperaturą. Niedziela tylko słoneczkiem + gratisowy silny wiatr. Nic to. Wypady krótkie, więc nawet ręce dobrze nie zmarzły.


23 marca - 157 dni

Dokładnie 157 dni. Tyle ich minęło od odstawienia do przechowalni i serwisowania moich "rumaków" po sezonie 2018. Dzisiaj rozpocząłem nowy sezon. Sprzęt już pod domem i pierwsze kilometry zaliczone :)!


24 lutego - Beka się budzi

Pierwszy dłuższy spacer wzdłuż kanału Redy. Jeszcze zawiewało chłodem znad morza, ale chyba już wiosna powoli nadchodzi.


05 lutego - Wiosna?

 Nasi skrzydlaci bracia mniejsi stają się aktywni. Wiosna idzie !? Wszystkie te wróble rozgoszczą się (dosłownie) w zakamarkach dachu naszego domu.