13 października - Ostatni jesienny wyjazd

I tak sezon 2018 dobiegł końca. Prawda, że w pięknych okolicznościach przyrody? Praktycznie już od początku kwietnia pogoda sprzyjała wypadom w teren. W przyszłym tygodniu sprzęt oddam do przeglądu i przechowalni. Do zobaczenia w przyszłym roku.

Przy okazji, pragnę pożegnać i wspomnieć te wszystkie owady, które w tym sezonie z mozołem ścierałem z szyby mojego kasku.


06 października - linia kolejowa nr 230

Jesień, gdy słońce na niebie, jest piękna. Sucha nawierzchnia i przyjemne ciepełko zachęca do wypadku za miasto.Trochę bez specjalnego celu, ale tylko dla przyjemności z jazdy kierunek "za" Wejherowo, aby tylko dalej od centrum, krajowej 6-ki i zjazdów prowadzących do centrów handlowych, gdzie amok sobotnich zakupów przekłada się na sznury samochodów człapiących w korkach. Jedynie 20-30 minut przepychania się pomiędzy puszkami i już jestem z jesienią sam na sam.

Celu wyjazdu co prawda nie był sprecyzowany, ale nie byłbym sobą gdybym nie "zahaczył" o ciekawe - przynajmniej z mojego punktu widzenia :) - miejsce. Rym razem z przyczyn różnych zatrzymałem się na stacji kolejowej "Osieki Lęborskie". Była to jedna ze stacji na linii kolejowej nr 230 Wejherowo-Choczewo-Lębork. Ruch kolejowy na tej linii został zawieszony 31 maja 1992 roku, czyli ponad 25 lat temu. No cóż, rozwój kołowego transportu samochodowego spowodował, że potrzeba utrzymania tego szlaku kolejowego dla ruchu towarowego i osobowego stała się niezasadna - nie opłacało się tej linii utrzymywać. Część obiektów i infrastruktury zdemontowano, z częścią poradził sobie po prostu sam Pan Czas. No cóż, głównie chyba jednak to on miał tutaj najwięcej do powiedzenia i najwięcej zrobił. Także okoliczni mieszkańcy - chcąc zaakcentować swój udział w tym dziele - przyłożyli do tego ręki :).


29 września - Swarzewo, Władysławowo

Jeszcze kilka dni temu pogoda rozpieszczała upałem godnym najgorętszych dni lata, a teraz już widać i czuć nieuchronnie zbliżający się koniec sezonu. Męską decyzją dzisiejszego poranka Kawasaki umyte i zatankowane pojechało do przechowalni. Trochę żal, ale co raz mniej jest chwil na wspólne wypady. Nie ma jednak co narzekać - sezon tego roku jeżeli chodzi o pogodę był fantastyczny. Z czego skrupulatnie korzystałem i wspólnie nakręciliśmy około 4 tys. km. Na osłodę ostatnich dni sezonu pod wiatą stoi jeszcze Klops. Rzut oka na niebo - chmury są, ale słoneczko "się przebija". Jako, że "mundurek i berecik" miałem już na sobie, no to hyc na siodełko. Może nie zmoknę :) ! I udało się tak wpasować pomiędzy przelotne opady, że ledwie kilka kropel deszczu miałem na okularach. Takie 2 godzinki jazdy "na dziurę w niebie" zaowocowało wizytą w Swarzewie i Władysławowie. Fajnie było !.


20 września - Poddąbie, Promenada Słońca

Jednodniowy urlop na załatwienie dawno zaległych spraw w urzędach. Poszło zdecydowanie szybciej niż zakładałem. Za oknem pogoda jak na zamówienie, a w internetach już piszą, że to ostatnie takie piękne godziny tego lata. Nawet przez chwilę się nie zastanawiałem i już siedziałem na siodełku. Zaraz, zaraz, a dokąd to ja chciałbym pojechać, żadnych planów przecież nie robiłem....... Jako, że skręciłem w sumie przez przypadek "w prawo" to do Słupska miałem czas aby zastanowić się co dalej i myśl złota skierowała mnie na drogę nr 213 Słupsk - Puck. Będąc już w tych okolicach nie mogłem sobie odmówić zajrzenia na Promenadę Słońca w Poddąbiu. Dawno, dawno temu tam byłem - jeszcze za czasów kiedy jeździliśmy razem z Agatą na kilkudniowe wycieczki rowerowe wzdłuż brzegu Bałtyku. I tak mi jakoś to miejsce miło utkwiło w pamięci. Sądząc po "zabetonowaniu" tej miejscowości w sezonie musi tam być tłum, ale teraz u schyłku lata jest tak jak dawniej .... cicho, ślicznie i klimatycznie :). Droga 213 nie zawiodła - łącznie nakręciłem tego dnia 270 km radości z jazdy !


09 września - West Star

Nie jestem "turystykiem motocyklowym" i nawet nie aspiruję do takiego grona, ale lubię - oprócz samej frajdy z jazdy - mieć jakiś konkretny cel wypadu. Już przed sezonem - patrząc na mapę - wymyśliłem sobie punkty do których chciałbym dojechać. Jednym z nich była Ulinia, a konkretnie plaża na brzegu morza w pobliżu tej miejscowości.Dawno, dawno temu jak maszerowaliśmy z pleckami brzegiem w zacnym gronie na trasie Łeba - Stilo (nawet biwak mieliśmy na plaży :) ) to mijaliśmy wrak zatopionego statku West Star, który zatonął podczas jesiennego sztormu w 1971 roku. Praktycznie przy samej plaży sterczały z wody dwa maszty. Chciałem odświeżyć sobie nieco ten wspomnieniowy widok, a mając na uwadze, że znalazł się na mojej tegorocznej liście i korzystając z przepięknej pogody, decyzja dzisiejszego poranka była prosta - jadę. Wrześniowe ranki są już zdecydowanie chłodne, więc integral na głowę, kombinezon, rękawice i wysokie buty to jedynie słuszny wybór. No cóż, w trakcie jazdy taki przyodziewek jak najbardziej się sprawdził, ale z miejsca gdzie mogłem zaparkować, do plaży jest jakieś 1,5 km "z buta". Uff, gorąco było !!!. Spacer przez nadmorski suchy bór sosnowy to naprawdę niezapomniane wrażenie. Jedyna w swoim rodzaju forma lasu, występującego w tej okolicy. Kto nie był, niech żałuje. Im cieplej, tym żywiczny zapach jest bardziej intensywny. Ścieżka miejscami bardzo piaszczysta i męcząca. Generalnie ma to jednak kluczowe znaczenie w potencjalnym "zadeptywaniu" tego miejsca przez turystów - mało komu chce się w sezonie jechać na plażę z tak utrudnionym dostępem. W końcu docieram na brzeg. Praktycznie są w tym miejscu jeszcze ze mną dwie osoby. Poza tym w stronę Łeby i Stilo nie ma żywego ducha. Czas i natura zrobiły swoje - zapamiętany widok zmienił się. Wrak leży w sumie bardzo płytko i 20 lat temu nie było widać nadbudówek wraku, tylko silniej załamujące się fale fale wskazywały, że tuż pod powierzchnią wody jest jakiś obiekt.. Dzisiaj fale już się nie załamują (chyba nadbudówki zostały doszczętnie rozbite), a z wody wystaje już tylko jedne maszt .....


02 września - Pużyce

Wczorajsza przejażdżka przyniosła ze sobą małą inspirację wycieczkową. Jadąc przez Pużyce zauważyłem ruiny wiatraka. Czas gonił, a na dodatek Shadowka za żadne skarby nie daje się przekonać do jazdy poza asfaltową nawierzchnią - co manifestuje "szorując brzuchem" na każdej muldzie - więc tylko ze znacznej odległości mogłem oglądać ten obiekt. Niedzielna pogoda była wręcz wymarzona do takich krajoznawczo-poznawczych wycieczek. Zawsze staram się po jeździe zatankować do pełna, więc tylko krótki rzut oka na stan techniczny W800 i w drogę. Ruch wakacyjny na E6 praktycznie przestał mieć znaczenie co w znaczący sposób przyspieszyło dojazd w okolice Pużyc. Tak lekko piszę nazwę tej miejscowości, a mądre księgi donoszą, że pierwsze wzmianki o tej wsi pojawiły się już w połowie XIV wieku. Będąc tutaj wczoraj udało mi się ustalić jak najlepiej podjechać pod ruiny wiatraka, więc dzisiaj tylko kierunkowskaz i myk w polną drogę. Może W800 to nie turystyk czy cross, ale na polnych, lekko utwardzonych drogach radzi sobie całkiem dobrze i jeżeli nie oczekuje się, że będzie dzielny jak Africa Twin, to spokojnie dojedziemy :). Gaszę silnik i pojawia się wszechobecna "cisza łąki" taka jaka jest tylko gdzieś daleko za wsią..... ptaki, brzęczenie owadów ..... pięknie. Idę zwiedzać ruiny wiatraka z końca XIX wieku. Szkoda, że nie zachował się w całości. Dzieła zniszczenia dokonał, przechodzący przez te okolice w 1945 front wojenny. Drewniana konstrukcja spłonęła. Zostały tylko grube ceglane mury, ale jak widać i z nimi czas sobie powolutku radzi.

PS Tak przy okazji - jesień idzie, co ogłaszają rosnące przy drodze, na wpół dzikie jabłonki, ciężkie od dojrzewających owoców.


02 sierpnia - Góra Jawor

Upał wszechobecny, skutecznie studził nasze wycieczkowe plany. Dopiero wieczorem było nam dane poznać uroki okolic Wysowej-Zdrój. Poszliśmy na spacer na górę Jawor która jest uważana przez wyznawców prawosławia oraz przez grekokatolików za świętą. Podniosły, święty charakter tego miejsca nie przeszkadzał jednak w prowadzeniu wieloletnich sporów sądowych pomiędzy wyznawcami. Ostatecznie cerkiew znajdująca się na szczycie przyznana została przyznana grekokatolikom. Od tego czasu prawosławni celebrują nabożeństwa przy ołtarzu polowym, usytuowanym na pobliskiej działce, będącej własnością Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego (planowana jest na jej terenie budowa świątyni prawosławnej). Myślę jednak, że wyroki władzy świeckiej na pewno niczego dobrego w dłuższym okresie czasu nie przyniosą. Zostawmy jednak na boku te religijne swary i popatrzmy na piękno tego miejsca, które bez względu na wyznanie podziwiać należy i chylić czoło przed Matką Naturą.